niedziela, 26 marca 2017

3. Pusty pokój (1)





11-05-2034, przed południem
Skąd brało się to szare światło? Erwin obejrzał się za siebie. Cała wąska ulica wydawała się przyprószona świetlistą szarością. Perspektywę zamykał widok wiaduktu i przeszklonej hali dworca kolejowego. Spomiędzy budynków wyłaniała się lokomotywa, jej pysk sterczał ponad samochodami. Friedrichstrasse była dla Erwina uosobieniem paradoksów każdego miasta. Zaczynała się w najdroższej dzielnicy, a kończyła się już pośród osiedli tanich bloków mieszkalnych i tandetnych supermarketów.
Biuro Holgara znajdowało się w zamożnej części, w bocznej ulicy, na lewo idąc od stacji. Przejście dla pieszych, brama, domofon. Klatka schodowa, ciepłe światło, zapach środka do mycia okien. Erwin wszedł na pierwsze piętro, drzwi po lewej. Wnętrze gabinetu wypełniały ciemnobrązowe meble biurowe, beżowe żaluzje, nijaki obraz na ścianie. Biurko z niewielkim laptopem. Nad biurkiem dyplomy w ramkach. Obok przeszklona szafka z książkami.
Holgar siedział za biurkiem. Był drobnym mężczyzną, nieco zaniedbanym, o dość nieforemnej posturze. Niskiego wzrostu ciało wieńczyła duża, trójkątna głowa osadzona na chudej szyi. Zachowywał się trochę jak rozregulowany mechanizm. Ubierał się zwykle w sztruksowe marynarki, dżinsy i nieprasowane koszule. Szyję owijał burym szalikiem w niedorzecznym dążeniu do elegancji.
Erwin zawsze zastanawiał się, jak ten człowiek został prawnikiem. A przede wszystkim, jak udawało mu się dostać do tego towarzystwa, o którym tyle opowiadał. Holgar znał chyba wszystkich celebrytów administracji i polityki. Uwielbiał o nich plotkować. Mimo to Erwin lubił go za jego nieprzystawalność do rzeczywistości oraz dysfunkcyjną oryginalność.
Kiedy Erwin znalazł się w pokoju, Holgar żwawo poderwał się zza biurka i przybliżył szybkim, posuwistym krokiem. Zamaszyście podał mu rękę, po czym usiadł z powrotem i włączył wirtual w trybie otwartym, widocznym również dla Erwina.
Wywołał swoją wirtualną asystentkę. Po lewej stronie biurka wyświetlił się trójwymiarowy obraz zarozumiale uśmiechniętej Hinduski. Dziewczyna zwróciła się do Holgara, unosząc brwi.
– Czego potrzebuje mój pan wszechwiedzący?
– Droga Aksharo, czy wyszukasz mi stosowne dokumenty dla pana Tucholskiego? Jak wiesz, bez ciebie  jestem kompletnie bezradny.
– Masz rację. Sieć moich ciotek działa lepiej niż wasze bazy danych.
– Proszę cię! Jesteś tylko symulacją interfejsu!
– Patrz – Holgar zwrócił się do Erwina.
Niewiele tu widzę. Tabele i jakieś sądowe pisma. Wytłumaczysz ignorantowi, o co chodzi?
To są koligacje. Stopnie relacji. Odpowiedzialności. Nikt nie jest wyspą.
Wyrażaj się jaśniej.
– Co wiesz o swojej rodzinie?
– Typowa rodzina atomowa. Standard dwudziestego pierwszego wieku
Ale oprócz was? Czy był ktoś jeszcze? Czy było coś przedtem?
Przedtem? Przecież istnieje tylko wieczne teraz.
– A jednak. Pamiętasz swoją ciotkę? Siostrę ojca? Nazywała się... Dorothea Hahn.
– Dziwne pytanie. Oczywiście wiem, o kim mówisz.
– Znasz adres Max Steinke Strasse?... Niedaleko Pistorius Strasse.
– Nie przypominam sobie. Mieszkała tam?  
Holgar odchylił się na fotelu i splótł ręce przed sobą. Spojrzał na Erwina i powoli rzekł:
– Wszystko wskazuje na to, że zostałeś jej spadkobiercą. Odziedziczyłeś jej mieszkanie.
Erwin zerwał się z krzesła.
– Czekaj. Ale co się z nią stało?!
– Odeszła. W spokoju, na własne życzenie, w profesjonalnym ośrodku.
– Nic o tym nie wiedziałem. A pogrzeb?
Kremacja. Wszystkie stosowne ceremonie już się odbyły. Wedle scenariusza twojej szacownej ciotki. Najwyraźniej to była bardzo zorganizowana kobieta.
Zapadło milczenie. Erwin powoli usiadł z powrotem
– Co więcej mogę powiedzieć? Jesteś jej najbliższym krewnym. Zaraz po twoich rodzicach. Zapisała wam w testamencie swoją nieruchomość.
– Nic z tego nie rozumiem. Jak to wszystko możliwe?
– Urzędy. Sieci. Archiwa.
Holgar wskaz ekran przed sobą. A potem dodał sentencjonalnie:
– Nie musimy już nic pamiętać. Wszystko robią za nas. Nam wystarczy tylko podpisać.
– Podpisać? Wyczuwam kłopoty.
– Pamiętaj, że masz zobowiązania. Alimenty. Rachunki za dom opieki rodziców.
– Jestem tego świadom.
– Słuchaj. To jest kapitał. Nieruchomość w centrum miasta. Do ciebie należą decyzje.
Mogę wstać, odwrócić się i wyjść?
Nie udzielając odpowiedzi, Holgar zaczął szukać czegoś w szafce pod biurkiem. Wyprostował się gwałtownie.
– Trzymaj. Komplet. Mam jedną sztukę gratis.
Podał Erwinowi pudełko z matowego czarnego kartonu.
– Co to jest?
Zaskoczony Erwin wyjął z pudełka podłużny kształt opanowany w niebieską folię.
            Nanotes, zestaw do wirtualu. Nowiutki egzemplarz. Specjalnie dla ciebie.
            – Nano jak?
           – Nanotes. Lepiej wyrzuć swojego smartfona, albo wyjdziesz na lamusa. Nie wszystkich na to stać, ale ci, którzy tego używają, kompletnie przepadają.
            – A jak to działa?
Uświadomił sobie, że zadał podobne pytanie już drugi raz w ciągu kilku ostatnich dni.
– Dobre pytanie. Ten gadżet spełnia niepokojąco wiele funkcji.
Erwin wysunął przedmiot z bąbelkowej torebki. Zobaczył niewielkie okulary z błękitnym kwadracikiem w rogu lewego szkła. Oprócz tego w pudełku znalazł prostokątny kawałek matowego, półprzezroczystego plastyku owiniętego paskiem z futurystycznym napisem: „nano.1”.
– Na przykład może połączyć cię z każdą biblioteką na świecie. Albo odszukać twoją pozycję na mapie. Albo sprawdzić, czy twoja grupa krwi zgadza się z grupą twojej kochanki. I czy będziecie mieli zdrowe potomstwo.
Urwał i zapatrzył się w swoje projekcje. Zaczął kompletnie inny temat.
– Ech... To dopiero początek. Grafen, nanotechnologie i bionika robią karierę. W służbie mody i niezależności. Najbardziej radykalni wszczepiają sobie bioniczne implanty.
– Dużo tego. Pasek diagnostyczny. A teraz to. Dobrze, niech będzie. Wezmę to.
Schował pudełko do kieszeni.
– A co do... dziedzictwa. Podasz mi adres tej kamienicy?
– Masz na swoim profilu w okularach. Zajrzyj do zakładek pod „Dziedzictwo”.
– No tak. Chciałbym obejrzeć to miejsce. A klucze?
– Pod jedynką mieszka taki jeden troll. Nazywa się Schulz. Ona ma twój komplet. Powołaj się na mnie.
Potem Holgar usiadł i zapatrzył się w wirtualne projekcje. Wokół jego głowy wyświetliły się niebiesko-zielone dymki rozmów i statystyki wartości akcji. A obok okienko z dziewczyną, która z ciekawością zaglądała do pokoju. Erwin zostawił go i wyszedł, nie żegnając się.
Stanął na rogu ulicy, obok kamiennej kwadratowej kolumny. Wyjął sprzęt z pudełka. Nanotes był małym padem, który mieścił się w dłoni. Erwin uruchomił wirtualną klawiaturę i wyświetlił trójwymiarową projekcję interfejsu, która otworzyła się jak kula na jego dłoni. Obracał nią, wybierał ikony, otwierał linki, przejrzał kalendarz i pocztę. Wśród zapisanych wiadomości znalazł folder „Dziedzictwo”.
A potem założył okulary. Z początku widział jedynie barwną gmatwaninę obrazów. Dopiero po chwili zaczął rozróżniać trójwymiarowe ikony i okna. Wówczas otworzyła się przed nim cała przestrzeń wirtualna, wizualizacje łączyły się z rzeczywistymi przedmiotami. Rozkład jazdy nad przystankiem, reklama imbissu w pobliskiej kamienicy, zaproszenie na event do baru, a obok zielona reklama nad tramwajem.
Erwin przeżył podwójny szok. Po pierwsze wszechobecna przestrzeń wirtualna. Oczywiście nie było mu to całkowicie obce. Należał do pokolenia, które dorosło w symbiozie z internetem i urządzeniami mobilnymi. Jednak teraz wirtualna rzeczywistość była wszechobecna w przestrzeni publicznej. Erwin poczuł się staro i obco. Nie był w tym mieście ponad pięć lat. Odwykł od miejskiego życia. Jego nomadyczny tryb życia nie pozwalał mu  osiąść, a on przyzwyczaił się do tego stanu zawieszenia.
Drugi szok spowodował akt zwrotu „dziedzictwa”. Jego ciotka, Dorothea Hahn, co o niej wiedział? Pozostała mu garść niewyraźnych wspomnień. Rodzice zwali ją Doris. Nie przepadali za nią. Nie utrzymywali z nią ścisłych kontaktów. A teraz po prostu jej nie było. Odeszła. W tak komfortowy sposób, jak to było możliwe w tych czasach. Jedynymi krewnymi byli jego rodzice, którzy obecnie mieszkali w domu spokojnej starości. A on z kolei był ich jedynym potomkiem. Ten fakt miał dość przygnębiający wydźwięk.
Jednak z drugiej strony, mógł zacząć wszystko od nowa. Dotychczasowe życie wydało mu się szeregiem przypadkowych zdarzeń, które dokonały się zbyt szybko. Teraz zyskał możliwość rozegrania swojej partii jeszcze raz. Jednak zamiast entuzjazmu, ogarniały go wątpliwości. Pytania się mnożyły.
Otrząsnął się i zdecydował pojechać, aby obejrzeć tę kamienicę.

            * * *

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz