11-05-2034, przed południem
Skąd brało się to
szare światło? Erwin obejrzał się za siebie. Cała wąska ulica wydawała się
przyprószona świetlistą szarością. Perspektywę zamykał widok wiaduktu i
przeszklonej hali dworca kolejowego. Spomiędzy budynków wyłaniała się lokomotywa, jej
pysk sterczał ponad samochodami. Friedrichstrasse była dla Erwina uosobieniem
paradoksów każdego miasta. Zaczynała się w najdroższej
dzielnicy, a kończyła się już pośród osiedli tanich bloków mieszkalnych i
tandetnych supermarketów.
Biuro Holgara znajdowało się w zamożnej części, w bocznej ulicy, na lewo idąc od stacji. Przejście
dla pieszych, brama, domofon. Klatka schodowa, ciepłe światło, zapach
środka do mycia okien. Erwin wszedł
na pierwsze piętro, drzwi po lewej. Wnętrze gabinetu wypełniały ciemnobrązowe
meble biurowe, beżowe żaluzje, nijaki obraz
na ścianie. Biurko z niewielkim laptopem. Nad biurkiem dyplomy w ramkach. Obok
przeszklona szafka z książkami.
Holgar siedział za biurkiem. Był drobnym mężczyzną, nieco zaniedbanym, o
dość nieforemnej posturze. Niskiego wzrostu ciało wieńczyła duża, trójkątna
głowa osadzona na chudej szyi. Zachowywał się trochę jak rozregulowany
mechanizm. Ubierał się zwykle w sztruksowe marynarki, dżinsy i nieprasowane
koszule. Szyję owijał burym szalikiem w niedorzecznym dążeniu do elegancji.
Erwin zawsze zastanawiał się, jak ten człowiek został prawnikiem. A
przede wszystkim, jak udawało mu się dostać do tego towarzystwa, o którym tyle
opowiadał. Holgar znał chyba wszystkich celebrytów administracji i polityki. Uwielbiał
o nich plotkować. Mimo to Erwin lubił go za jego nieprzystawalność do
rzeczywistości oraz dysfunkcyjną oryginalność.
Kiedy Erwin znalazł się w pokoju, Holgar żwawo poderwał się zza biurka i przybliżył
szybkim, posuwistym krokiem. Zamaszyście podał mu rękę, po czym usiadł z powrotem
i włączył wirtual w trybie otwartym, widocznym również dla Erwina.
Wywołał swoją wirtualną asystentkę. Po lewej stronie biurka wyświetlił
się trójwymiarowy obraz zarozumiale uśmiechniętej Hinduski. Dziewczyna zwróciła
się do Holgara, unosząc brwi.
– Czego potrzebuje mój pan wszechwiedzący?
– Droga Aksharo, czy wyszukasz mi stosowne dokumenty dla pana
Tucholskiego? Jak wiesz, bez ciebie
jestem kompletnie bezradny.
– Masz rację. Sieć moich ciotek działa lepiej niż wasze bazy danych.
– Proszę cię! Jesteś tylko symulacją interfejsu!
– Patrz – Holgar zwrócił się do Erwina.
– Niewiele tu widzę. Tabele i jakieś sądowe pisma. Wytłumaczysz ignorantowi,
o co chodzi?
– To są koligacje. Stopnie relacji. Odpowiedzialności. Nikt nie jest wyspą.
– Wyrażaj się jaśniej.
– Co wiesz o swojej rodzinie?
– Typowa rodzina atomowa. Standard
dwudziestego pierwszego wieku
– Ale oprócz was? Czy był ktoś jeszcze? Czy było coś przedtem?
– Przedtem? Przecież istnieje tylko wieczne teraz.
– A jednak. Pamiętasz swoją ciotkę? Siostrę ojca? Nazywała się...
Dorothea Hahn.
– Dziwne pytanie. Oczywiście wiem, o kim mówisz.
– Znasz adres Max Steinke Strasse?... Niedaleko Pistorius Strasse.
– Nie przypominam sobie. Mieszkała tam?
Holgar odchylił się na fotelu i splótł ręce przed sobą. Spojrzał na
Erwina i powoli rzekł:
– Wszystko wskazuje na to, że zostałeś jej spadkobiercą. Odziedziczyłeś jej
mieszkanie.
Erwin zerwał się z
krzesła.
– Czekaj. Ale co
się z nią stało?!
– Odeszła. W
spokoju, na własne życzenie, w profesjonalnym
ośrodku.
– Nic o tym nie wiedziałem. A pogrzeb?
– Kremacja. Wszystkie stosowne ceremonie już się odbyły. Wedle scenariusza twojej szacownej ciotki. Najwyraźniej to była bardzo zorganizowana kobieta.
Zapadło milczenie. Erwin
powoli usiadł z powrotem
– Co więcej mogę powiedzieć? Jesteś jej
najbliższym krewnym. Zaraz po twoich rodzicach. Zapisała wam w testamencie swoją
nieruchomość.
– Nic z tego nie rozumiem. Jak to wszystko
możliwe?
– Urzędy. Sieci. Archiwa.
Holgar wskazał ekran
przed sobą. A potem dodał sentencjonalnie:
– Nie musimy już nic pamiętać. Wszystko
robią za nas. Nam wystarczy tylko podpisać.
– Podpisać? Wyczuwam kłopoty.
– Pamiętaj, że masz zobowiązania. Alimenty. Rachunki za dom opieki rodziców.
– Jestem tego świadom.
– Słuchaj. To jest kapitał. Nieruchomość w centrum miasta. Do ciebie należą decyzje.
– Mogę wstać, odwrócić się i wyjść?
Nie udzielając odpowiedzi, Holgar zaczął szukać czegoś w szafce pod biurkiem. Wyprostował
się gwałtownie.
– Trzymaj. Komplet. Mam jedną sztukę gratis.
Podał
Erwinowi pudełko z matowego czarnego kartonu.
– Co to jest?
Zaskoczony
Erwin wyjął z pudełka podłużny kształt opanowany w niebieską folię.
– Nanotes, zestaw do wirtualu. Nowiutki
egzemplarz. Specjalnie dla ciebie.
– Nano jak?
– Nanotes. Lepiej wyrzuć swojego
smartfona, albo wyjdziesz na lamusa. Nie wszystkich na to stać, ale ci, którzy tego używają, kompletnie przepadają.
– A jak to działa?
Uświadomił
sobie, że zadał podobne pytanie już drugi raz w ciągu kilku
ostatnich dni.
– Dobre pytanie. Ten gadżet spełnia
niepokojąco wiele funkcji.
Erwin wysunął przedmiot z bąbelkowej
torebki. Zobaczył niewielkie okulary z błękitnym kwadracikiem w rogu lewego szkła. Oprócz
tego w pudełku znalazł prostokątny kawałek matowego, półprzezroczystego plastyku owiniętego paskiem z
futurystycznym napisem: „nano.1”.
– Na przykład może połączyć cię z każdą
biblioteką na świecie. Albo odszukać twoją pozycję na mapie. Albo sprawdzić, czy twoja
grupa krwi zgadza się z grupą twojej kochanki. I czy będziecie mieli zdrowe
potomstwo.
Urwał i zapatrzył się w swoje projekcje.
Zaczął kompletnie inny temat.
– Ech... To dopiero początek. Grafen,
nanotechnologie i bionika robią karierę. W służbie mody i niezależności. Najbardziej radykalni wszczepiają sobie bioniczne implanty.
– Dużo tego. Pasek diagnostyczny. A teraz to. Dobrze, niech będzie. Wezmę to.
Schował pudełko do
kieszeni.
– A co do... dziedzictwa. Podasz mi adres
tej kamienicy?
– Masz na swoim profilu w okularach. Zajrzyj do zakładek pod „Dziedzictwo”.
– No tak. Chciałbym obejrzeć to miejsce. A klucze?
– Pod jedynką mieszka taki jeden troll. Nazywa się Schulz. Ona ma twój
komplet. Powołaj się na mnie.
Potem Holgar usiadł i zapatrzył się w wirtualne projekcje. Wokół jego
głowy wyświetliły się niebiesko-zielone dymki rozmów i statystyki wartości akcji.
A obok okienko z dziewczyną, która z ciekawością zaglądała do pokoju. Erwin
zostawił go i wyszedł, nie żegnając się.
Stanął na rogu ulicy, obok kamiennej kwadratowej kolumny. Wyjął sprzęt z
pudełka. Nanotes był małym padem, który mieścił się w dłoni. Erwin uruchomił
wirtualną klawiaturę i wyświetlił trójwymiarową projekcję interfejsu, która
otworzyła się jak kula na jego dłoni. Obracał nią, wybierał ikony, otwierał
linki, przejrzał kalendarz i pocztę. Wśród zapisanych wiadomości znalazł folder
„Dziedzictwo”.
A potem założył okulary. Z początku widział jedynie barwną gmatwaninę
obrazów. Dopiero po chwili zaczął rozróżniać trójwymiarowe ikony i okna. Wówczas
otworzyła się przed nim cała przestrzeń wirtualna, wizualizacje łączyły się z
rzeczywistymi przedmiotami. Rozkład jazdy nad przystankiem, reklama imbissu w
pobliskiej kamienicy, zaproszenie na event do baru, a obok zielona reklama nad
tramwajem.
Erwin przeżył podwójny szok. Po pierwsze wszechobecna przestrzeń
wirtualna. Oczywiście nie było mu to całkowicie obce. Należał do pokolenia,
które dorosło w symbiozie z internetem i urządzeniami mobilnymi. Jednak teraz wirtualna
rzeczywistość była wszechobecna w przestrzeni publicznej. Erwin poczuł się
staro i obco. Nie był w tym mieście ponad pięć lat. Odwykł od miejskiego życia.
Jego nomadyczny tryb życia nie pozwalał mu osiąść, a on przyzwyczaił się do tego stanu
zawieszenia.
Drugi szok spowodował akt zwrotu „dziedzictwa”. Jego ciotka, Dorothea
Hahn, co o niej wiedział? Pozostała mu garść niewyraźnych wspomnień. Rodzice
zwali ją Doris. Nie przepadali za nią. Nie utrzymywali z nią ścisłych
kontaktów. A teraz po prostu jej nie było. Odeszła. W tak komfortowy sposób,
jak to było możliwe w tych czasach. Jedynymi krewnymi byli jego rodzice, którzy
obecnie mieszkali w domu spokojnej starości. A on z kolei był ich jedynym potomkiem.
Ten fakt miał dość przygnębiający wydźwięk.
Jednak z drugiej strony, mógł zacząć wszystko od nowa. Dotychczasowe
życie wydało mu się szeregiem przypadkowych zdarzeń, które dokonały się zbyt
szybko. Teraz zyskał możliwość rozegrania swojej partii jeszcze raz. Jednak
zamiast entuzjazmu, ogarniały go wątpliwości. Pytania się mnożyły.
Otrząsnął się i zdecydował pojechać, aby obejrzeć tę kamienicę.
*
* *

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz