poniedziałek, 12 marca 2018

2.1. W sztucznym świetle (2)





26-05-2034, poranek
Cały zewnętrzny świat zniknął. Zostało tylko to pomieszczenie o metalowych ścianach. I grupa przerażonych, wyczerpanych ludzi. Luisa przestała rozróżniać twarze i głosy. Była wściekła. Gdzieś ulotniła się jej czujność drapieżnika. Pozostała tylko płaska wstęga powierzchownych doznań, które próbowała zepchnąć na krawędź świadomości. Przytłumione rozmowy zlewały się w jeden irytujący szelest.
– Dlaczego jeszcze nas nie zabili? – Potrzebują zakładników. – Nasłała ich konkurencja. To wrogie przejęcie. – Przeciwnie. Oni są we współpracy z zarządem. Chodzi o ubezpieczenie. – Wysadzą całą platformę. – Dlaczego jeszcze tego nie zrobili? Wznowili odwierty. – Chcą wywołać katastrofę ekologiczną. – Przecież to szaleństwo! – Widziałaś ich? To są szaleńcy. – A więc ostatecznie i tak wszyscy zginiemy.
Drżący cień zawisł nad nią. Damian Mørk wyglądał jak własna imitacja, plastykowy manekin pozbawiony siły witalnej. Potargane włosy sterczały ponad twarzą o ziemistej cerze. Grube soczewki przesłaniały oczy. Na ubraniu widoczne były plamy potu. Geolog poruszał się w urywanych, roztrzęsionych ruchach.
Luisa powitała go półgłosem.
– Słyszałeś? Ogłosili wyrok. Jesteśmy skazani na siebie.
Damian ciężko usiadł obok niej.
– Niezupełnie.
– Co masz na myśli?
– Mam inteligentne szkła.
– Co to takiego?
– Możemy połączyć się z siecią.
Podał jej okulary. Ich dłonie zetknęły się. Poczuła wilgotne ciepło jego ciała. Ten dotyk niesamowicie ją poruszył. Jej klatka piersiowa i żołądek zaczęły się niebezpiecznie rozluźniać, jakby jednocześnie miały eksplodować i zapaść się w głąb. Uświadomiła sobie, że znajdowała się na krawędzi załamania nerwowego.
Połączyła się z internetem w trybie anonimowym. Odszukała witrynę Northern Light Research. Jednak zamiast strony startowej wyświetlił się prosty tekst z żółtych liter na czarnym tle.

Życie jest anomalią kosmosu. Ten osobliwy chemiczny proces opiera się na węglu i tlenie, trującym gazie. Ludzka technologia wykorzystuje węglowodory nasycone jako paliwo dla swoich maszyn. Węgiel i ropę, które pochodzą ze sprasowanych ciał zmarłych stworzeń. Ludzkość jest wampirem wysysającym krew z żył tej planety.
Rozwój cywilizacji jest historią walki o złoża zasobów naturalnych i dostęp do paliwa. Społeczeństwa zostały stworzone na ideologii niedoboru. Walczono o żywność, przestrzeń, siłę roboczą, zapasy energii i budulca. Największe masowe zbrodnie dokonywały się tam, gdzie znajdowano bogate złoża dóbr naturalnych. Eksterminacja rdzennej ludności obu Ameryk, wyniszczenie Afryki, ludobójstwo Ormian, zagłada żydów. Wszystkie wielkie wydarzenia nowoczesnej historii rozgrywały się wokół zasobów paliwa. Transport zmechanizowany i przemysł chemiczny przyczyniły się do masowej eksterminacji ludzkości.
Silnik spalinowy i rozwój gospodarczy. Rozwój gospodarczy i wzrost agresji. Sztuczne raje napędzane są ropą naftową. Autostrady przemocy oplatają umierające miasta Europy, rezerwaty luksusu i uwiędłej kultury. A na peryferiach, w neo-koloniach rosną skażone getta ludzkości. Megalopolis nędzy i tandety, przeludnione strefy przemysłowe i zdewastowane pustynie. Koniec już się dokonał. Trup przyszłości w ślepym zaułku przeszłości.
W poprzednim wieku siedem oziębłych sióstr rządziło światem: Exxon, Mobil, Gulf, Socal, Texaco, Shell, British, Petroleum. Teraz nadal siedem sióstr rządzi światem, zmieniły się tylko imiona: Saudi Aramco, Gazprom, CNPC, NIOC, PDVSA, Petrobra, Petronas.
Platformy wiertnicze rozmieszczone są na powierzchni Ziemi wzdłuż krawędzi płyt kontynentalnych i rowów oceanicznych. Rozdrapują zabliźnione rany. Wbijają swoje żądła tam, gdzie płynie gęsta, czarna krew tej planety.
Osiem platform wiertniczych. Osiem punktów na powierzchni. Przedwieczny wzór.
Smoła wypłynie. Świat powróci do pierwotnego chaosu.

Na dole prosta grafika przedstawiała krzyż o dwóch poprzecznych belkach, znany jako Krzyż Lotaryński. Luisa zdołała jeszcze odczytać datę na pasku narzędzi. A więc był piątek, dwudziesty szósty maja. Minęła doba od zamachu.
Te szalone i bezwzględne słowa sprawiały, że Luisa wbrew sobie odczuła niezwykły pociąg do wynaturzonych idei, jakie ze sobą niosły. Musiała użyć swych wszystkich sił krytycznych, aby nie ulec niezdrowej fascynacji. Wysiłkiem woli oderwała się od sugestywnych obrazów i zaczęła zadawać sobie pytania. Skąd pochodzili ci zamachowcy? W jaki sposób się zorganizowali? Jak się komunikowali? Skąd znali plan platformy wiertniczej? Do czego zmierzali? Dlaczego podzielili personel? Czemu nikt nie przybył na ratunek? Co znaczyły te dziwne słowa na końcu obłąkanego manifestu?
Drgnęła, kiedy poczuła, że ktoś nad nią stanął. Skonsternowana spojrzała w górę. Otyła sprzątaczka spoglądała na nią gniewnie. Kilka osób zgromadziło się wokół nich. Wszyscy niepewnie zamilkli.
– Co wy robicie? – usłyszała Luisa.
– To nasz jedyny ratunek. Możemy nawiązać kontakt ze światem zewnętrznym.
– Nie powinniście tego używać. Musimy współpracować.
Luisa odwróciła wzrok.  Poczuła uderzenie w głowę. Poderwała się. Otyła sprzątaczka i śniady kucharz przyparli ją do ściany. Kobieta popchnęła ją. Luisa spróbowała się wymknąć. Sprzątaczka chwyciła ją za włosy. Luisa zacisnęła oczy i z całej siły uderzyła wielką kobietę w obfitą pierś. Odwróciła się i kopnęła mężczyznę w krocze. Wyrwała się. Zanim inni zdołali ją powstrzymać, podbiegła do zablokowanego wyjścia. W odruchu wściekłości zaczęła walić pięściami w zamknięte drzwi.
– Uspokój się, idiotko! Pozabijają nas!
Była zdumiona, kiedy usłyszała szczęk zamka. W progu stanęło dwóch zamachowców z bronią. Czarne kaski na głowach, sztywne kombinezony i precyzyjne ruchy sprawiały, że wydawali się więksi i silniejsi od zwykłych ludzi. Zakładnicy zamarli, sparaliżowani strachem. Jeden ze strażników wepchnął Luisę do środka, ale przedtem o sekundę zbyt długo przytrzymał jej ramię. Obła, lustrzana szyba zatrzymała się przed jej twarzą.
Zamachowcy wyprowadzili dwie osoby, otyłą sprzątaczkę i śniadego kucharza. Ofiary nie stawiały oporu. W zamian do pomieszczenia wstawiono dwa pełne baniaki wody i skrzynkę prowiantu. Wyniesiono kubeł z fekaliami.
 Luisa wróciła do swojego cuchnącego kąta. Pozostali zakładnicy odsunęli się od niej z lękiem i nienawiścią. Zajęła swoje miejsce pod ścianą. Damian usiadł obok niej, jednak nie odzywał się słowem.
Luisa zapamiętała tylko jedno. Chwilę wahania, kiedy lustrzana przesłona Czarnego Kasku skierowała się w jej stronę. To mogła być jej szansa.

* * *