11-05-2034, wieczór
Plac Savigny zapadł w sen
pomiędzy klombami kwiatów, Kurfürstendamm otuliła się ciepłym światłem lamp. Boczna
ulica, ogrodzenie, zadrzewiony dziedziniec, kamienica w głębi.
Knesebeckstrasse, numer 75. Na podświetlonym przycisku domofonu widniało
nazwisko: Hillebrandt. Przeszklony szyb windy, klatka schodowa wyłożona
kamieniem prowadziła do ich apartamentu w przybudówce kamienicy. Procesor inteligentnego
mieszkania zaprogramował temperaturę i wilgotność, imitując atmosferę letniego
wieczora nad jeziorem. Dwoje ludzi w średnim wieku siedziało naprzeciw siebie
przy stole z surowego synte-drewna. Jedno nakrycie stało przy pustym krześle. W
tym obrazie komfortu i nowoczesności kogoś brakowało.
Taki widok zobaczyła Wiktoria,
kiedy dotarła do domu. Jej matka i Uwe siedzieli już przy stole. A więc znowu
się spóźniła. Wiktoria zawsze wracała tutaj spóźniona albo zniechęcona. Wolała
stare mieszkanie, które zajmowała z matką. Tamto prowizoryczne ubóstwo
wspominała jako nieustającą przygodę. Ale cieszyła się, że matka była
szczęśliwa. Chciała, żeby wszystko układało się dobrze między nimi.
Greta Hillebrandt była
niewysoką kobietą o ostrych rysach twarzy, lekko zapadniętych policzkach i prostym
nosie, z wąskimi, ruchliwymi ustami, które często zaciskały się jak
spierzchnięta rana. Rudawe włosy podkreślały bladość jej cery. Przestała je już
farbować na zdecydowany miedziany odcień. Już w niczym nie była taka
bezkompromisowa, jak dawniej.
Jej rytm dnia przypomniał
wzorcowe życie bohaterek lajfstajlowych magazynów. Budziła się wcześnie, wypijała
świeżo wyciśnięty sok i udawała się na godzinny jogging. Po powrocie brała
prysznic i jechała do biura. Popołudnia spędzała na siłowni, w szkole jogi,
albo w gabinecie odnowy biologicznej. Margerita pracowała w firmie zajmującej
się restrukturyzacją przedsiębiorstw. Mówiąc wprost, doradzali, których
pracowników należy się pozbyć. Wykonywała swoje obowiązki z prawdziwym
zaangażowaniem. Jedynie wieczorami upijała się winem i oglądała zdjęcia dawnych
znajomych na portalach społecznościowych.
Z kolei Uwe był developerem i agentem nieruchomości, choć nikt nie znał
szczegółów jego działalności. Wiktoria lubiła wyobrażać sobie, jak poznali się
z matką. Dwoje ludzi w średnim wieku, z bagażem przeszłości, spotkali się
przypadkiem i ulegli swemu urokowi. Zdobyli się na odwagę, aby porzucić swoje
uprzedzenia i z młodzieńczą wiarą na nowo zbudować wspólne życie.
A teraz trafili tutaj. Siedzieli przy stole z surowego synte-drewna,
otoczeni kloszem zielonkawego bio-światła. Spożywali danie zaplanowane i zbilansowane
przez ich inteligentną kuchnię. Margerita eksperymentowała z dietą, więc
wszyscy oprócz niej mieli raczej kwaśne miny.
Wiktoria rozgrzebała widelcem swoją sałatkę, wyjęła ćwiartkę pomidora i
przyglądała jej się uważnie.
– Nie wiem, czy wiesz, droga matko, ale odbyłam dziś miłą konwersację ze
swoim ojcem.
– Co takiego?
– Mój rodziciel przybył do naszego
pięknego miasta. Oddał się w ręce naszych medyków. A ponadto… wszedł w
posiadanie nieruchomości.
Wiktoria rzuciła krótkie spojrzenie w stronę Uwego, który przeglądał
wiadomości na swoim nanotesie.
– Jesteś pewna? Znowu coś ci się pomyliło – Greta wzruszyła ramionami.
– Jego nowe lokum znajduje się w wiekowej kamienicy na Weisensee.
– On zawsze miał niestworzone pomysły. A ty zawsze mu wierzysz. Lepiej
przestałabyś go słuchać.
– Matko najdroższa, bardzo cię proszę!...
– Skoro ten nieudacznik znowu przyjechał do Berlina, to
znaczy, że szykują się kłopoty.
– Moja czcigodna matko, ów nieudacznik jest najbardziej
wartościowym człowiekiem z twojego otoczenia.
– Co ty wygadujesz?! Niewdzięczna dziewczyna.
– Wybaczcie, ale nie mam apetytu. Czy mogę was opuścić?
Wiktoria zsunęła się z krzesła. Nie oglądając się wyszła z salonu.
Z wściekłością zatrzasnęła drzwi do swojego pokoju. Czasem czuła się tutaj
zamknięta jak w luksusowym więzieniu. Rozżalona odpaliła swoje wirtualne
okulary.
Po drugiej stronie inteligentnej ściany, Greta leżała w pościeli z
granatowej satyny. Nie mogła zasnąć. Była sama w sypialni, Uwe został jeszcze
swoim gabinecie po drugiej stronie korytarza. Greta musiała stłumić niepokój.
Za każdym razem, kiedy karciła córkę, pojawiało się głuche poczucie winy.
Wstała i poszła do gabinetu. Uwe wciąż siedział w skupieniu przy biurku,
pochylony nad swoimi dokumentami.
– Twój były partner ma dużo
szczęścia.
– Więcej szczęścia, niż rozumu.
Przyjdziesz do mnie?
– Jeszcze chwilę.
– Nie siedź zbyt długo.
Wiedziała, jak wiele odwagi
wymagała od niego ta sytuacja. Dlatego z czasem pociągał ją coraz bardziej. Okazywała
mu czułość i miłość bardziej, niż komukolwiek innemu wcześniej. Wróciła do
sypialni. Leżała tak z zamkniętymi oczami, poddając się chaosowi skłębionych
myśli. Nie zauważyła momentu, w którym odpłynęła w nieświadomy sen.
Tymczasem Uwe otworzył swój
wirtualny profil. Przed nim wyświetliła się trójwymiarowa mapa miasta. Niebieskie
pola prywatnych własności połączone białymi strunami ulic, a do tego pomarańczowe
i czerwone punkty, określające szczególne ważne lokalizacje, których status
wciąż był niejasny. Przybliżył jeden z fragmentów planu i wywołał długą listę
kodowanych informacji. Kilka razy sprawdzał te same dane. Dzielnica Weisensee,
Max Steinke Strasse, kamienica pod numerem 26. Na wizualizacji budynku
wyświetliło się kilka niebieskich prostokątów, dwa pomarańczowe, a jeden
całkowicie czerwony. Uwe przybliżył go, obrócił, otworzył obok niego jakieś
dokumenty, zmarszczył czoło czytając. Przez chwilę zamyślony przeglądał swoje
foldery, potem pozamykał wszystkie okna. Zapatrzył się w pulpit.
Wzdłuż dolnej krawędzi ekranu przesuwał się błękitny pasek z szeregiem
białych liczb, które oznaczały wysokość cen akcji, kursy walut, stopy
procentowe. Nad nim wznosiły się i opadały łamane linie wykresów statystycznych.
Jeden z nich przedstawiał dochód przedsiębiorstwa wydobywczego. Czerwona linia
płynęła zgodnie ze zmiennymi wartościami danych. Wiele procentów, litrów i
kilogramów składało się na ten diagram. W tym wszystkim jedna drobna wartość,
zajmująca odległe miejsce po przecinku, opisywała dzienne wydobycie ropy
naftowej na wysłużonej platformie wiertniczej zakotwiczonej na Morzu Północnym.
Nikt w tym domu nie będzie dzisiaj spał spokojnie.
* * *

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz