czwartek, 13 kwietnia 2017

3. Pusty pokój (3)



11-05-2034, wczesny wieczór
Erwin usiadł przy małym stoliku w pokoju kliniki. Wyciągnął nanotes i przesunął wskazującym palcem po półprzezroczystym prostokącie. Przestrzeń zalała barwna mgławica wirtualnych obrazów. Zaczął obracać i przesuwać niektóre elementy. Wizja nabrała głębi. 
Znalezienie profilu Wiktorii wcale nie było łatwe. W końcu odszukał ją poprzez niejawne powiązania ze swoimi danymi. Awatar córki na portalu społecznościowym otoczony był ikonami aplikacji i oknami dialogowymi. Zbliżył się. W pokoju zjawiło się ogromne, żółte stworzenie owalnego kształtu z czarnymi, błyszczącymi oczkami. W uśmiechniętym pysku istoty widniał rząd równych, ostrych zębów.
– Wiktoria? – spytał niepewnie migoczącą animację.
– Papa-san! – usłyszał głos swojej córki.
Natychmiast projekcję żółtego stwora przesłonił banner biura podróży. A zaraz potem pojawił się wizerunek jego córki. Siedziała w wirtualnej kuli kolorowych wizualizacji. Wpatrywała się w swoje dłonie, skąd padało blade światło na jej twarz.
Wiktoria przebywała w towarzystwie, w którym z trudem rozpoznał ludzkie dzieci. Niektóre nastolatki poprzebierane były za postaci z japońskich kreskówek, inne miały tak dziwne modyfikacje, że trudno było rozpoznać w nich ludzkie cechy. Jedna dziewczynka przebrana była za martwą Alicję, z krzyżykami zamiast oczu.
– Wiki! Możemy porozmawiać?
– Mój najdroższy ojcze, poczekaj łaskawie jeszcze jedno okamgnienie!
Wiktoria przesunęła na bok kilka piktogramów, a potem jednym ruchem zamknęła okna konwersacji. Na chwilę zapatrzyła się w coś, co wyglądało na aukcje obuwia, z wirującym licznikiem ceny pod spodem.
– Możesz na chwilę się oderwać?
– W czym rzecz, mój najdroższy ojcze? Jakie wieści przynosisz?
Erwin nie mógł przyzwyczaić się do tej ekscentrycznej maniery nastolatki. Wiki wyrażała się z kwiecistą elokwencją i komiczną emfazą.
– Po prostu porozmawiaj ze mną.
– Błagam uniżenie o jeszcze jedną, drobniutką chwilkę.
Wiktoria przełożyła coś z okna do okna, powieliła to i rozrzuciła po kilku małych, ruszających się ikonkach. Dymki dialogów niemal ją przesłoniły.
– A więc, drogi ojcze, czemu zawdzięczam twoją wizytę? Jakie ważkie sprawy sprowadzają cię do naszego grodu?
Przyjechałem na badania lekarskie. A przy okazji… wiesz gdzie niedawno byłem?
Gdzieżeś mógł być, drogi ojcze? Zachodzę w głowę.
Oglądałem nowe mieszkanie.
            Niemożliwe, drogi ojcze! A gdzież się znajduje owo lokum?
            – Na Weisensee.
            Wybornie! – pisnęła Wiktoria.
Naśladowała przesłodzony głos postaci z japońskich animacji, od którego Erwina zwykle przechodził dreszcz. Erwin zajrzał do wnętrza wirtualnej kuli rozjarzonej fluorescencyjną poświatą. Wiktoria podniosła głowę, a większość ikon zbladła i wygasła.
            Ależ, proszę, drogi ojcze, nie wypada mi wspominać, że to prywatna domena…
          – Możemy kiedyś spotkać się w normalnym miejscu? Prawdziwym? Może odwiedzisz ze mną ten lokal? Być może kiedyś będzie należeć do ciebie…
Odrobinkę cierpliwości, drogi ojcze.
Popatrzyła gdzieś w bok, roześmiała się nagle i wystukała kilka słów na niewidocznej klawiaturze. Wzdłuż jej awatara przesunęły się sceny filmu oglądanego od tyłu, basen z widokiem na morze, kobieta w przeciwsłonecznych okularach i białym kostiumie kąpielowym przechadzała się wolno po tarasie.
            – Co takiego mielibyśmy odwiedzić?
            Tamto mieszkanie. Nasza własność. Kiedyś to będzie twoje.
            Ależ drogi ojcze, nie chcę cię urazić, ale… ja nie chcę.
            Nie rozumiem.
          Drogi ojcze, zaprawdę uwierz mi, nie takie są moje ambicje i cele życiowe. Nie jestem skłonna zajmować się nie-ru-cho-moś-cia-mi.
            Zalała go fala zimnego potu. Zacisnął zęby.
            – Porozmawiamy później. Teraz chyba nie masz czasu… A co u twojej matki?
Och, jak zwykle unosi się na fali zdarzeń. Wybierają z Uwem nowe wyposażenie dla domu. Jakże wy, starsi ludzie, uwielbiacie przedmioty!
– Pozdrów ją ode mnie. Ściskam cię, dziecko!
Ogarnęły go mieszane uczucia. Jego nastoletnia córka weszła w ten trudny okres, kiedy życie wzrastało bezładnie w różnych kierunkach. Jej charakter dopiero kształtował się, dlatego temperament Wiktorii wykazywał przeciwstawne cechy. Była nieprzeciętnie inteligentna, a jednocześnie emocjonalnie dziecinna. Co pół roku zmieniała zainteresowania. Trenowała koszykówkę, tańczyła w balecie, a potem uczyła się gry na flecie. W szkole wybrała specjalizację z biomechaniki i biogenetyki. A w wolnym czasie zabawiała się w cosplay z równie niezwykłymi przyjaciółmi.
A jednak był pewien, że uda mu się za nią nadążyć. Uważał, że ją rozumie. Podążał za nią, urzeczony jej energią i żarliwą niewinnością. Widział w niej wszystko to, czego nie udało mu się zachować w sobie samym. Czuł związek ponad różnicami pokoleniowymi. Pozostawał pod jej urokiem. Jednak ostatnio pomiędzy nich wkradła się smuga milczenia. Zrozumiał, że wydarzyło się coś nieodwracalnego. Czas oddalił ich od siebie. Już jej nie pojmował. Przyłapywał się na zadawaniu sobie pytania: „Co się stało z tą uroczą istotą?” Dotarło do niego, że rodzicielstwo to życie w stanie bezustannego pożegnania.

                * * *

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz