poniedziałek, 30 października 2017

8. Parking przed Lidlem (3)



24-05-2034, wczesne popołudnie
Tego mglistego poranka czas jakby zwolnił. A jednak niepostrzeżenie minęło kilka godzin. Erwin siedział pijany w barze. Podobnych lokali było w tym mieście mnóstwo. Pomarańczowe obramowanie wokół witryny, błyskające logo loterii, a przed wejściem holo-reklama piwa, imitująca pożółkłe, plastykowe standy. Szklane półki i lustra wielokrotnie załamywały przestrzeń wnętrza, zmieniając ją w zawiłą figurę niemożliwą. W głębi pomieszczenia wisiał archaiczny telewizor. Na ekranie czarny wóz bojowy pokonywał rów ciągnący się wzdłuż drogi. Na asfalcie spoczywał ponury rząd plastykowych worków.
Od rana był to już chyba trzeci albo czwarty bar, w którym się znalazł. Nie spał w nocy, popadał więc w coraz większą euforię. Osiągnął stan, w którym człowiek zyskuje nadludzką siłę i sprawność, a jedynym znakiem upojenia jest zanik wszelkich zahamowań, bliski szaleństwu. W jego oczach krawędzie przedmiotów nasyciły się kontrastem. Przedmioty straciły swoją masę. Unosiły się w powietrzu. Krzesła, stoły, automaty do gry. Zapanował ten osobliwy, pełen napięcia spokój przed katastrofą. Krótki, przesycony intensywnością moment przed upadkiem, kiedy cały świat zamarł w niezwykłej pozycji ponad otchłanią. Erwin poczuł, że znajduje się na progu oświecenia albo udaru mózgu. Uświadomił sobie, że nadchodzące dni będą kluczowe dla jego losów.
Wyszedł na ulicę. Wszelkie ludzkie czynności wyrwane z kontekstu, stawały się rodzajem wieloznacznego rytuału. Dostawca ciągnął wózek ze skrzynkami. Mężczyzna prowadził dwa psy na czerwonych smyczach. Starsza kobieta wsparta na lasce oglądała holo-projekcje.
Wówczas Erwin dostrzegł coś niezwykłego. Z początku wziął to za nietypowe zjawisko atmosferyczne. Przypadkiem spojrzał na ostatnie piętra domu po drugiej stronie ulicy. Proste linie gzymsów wykrzywiły się, jakby widziane przez soczewkę, a przestrzeń wybrzuszyła się, formując przezroczystą kulę. W jej wnętrzu rozchodziło się światło chłodniejsze i bardziej rozproszone, jak podczas zaćmienia słońca. Materia nabrała ziarnistej faktury, jakby cząsteczki rozdzieliły się i wirowały w przeciwnych kierunkach. Erwin stwierdził, że to złudzenie optyczne albo efekt jego choroby. Wówczas do wnętrza anomalii wleciał ptak. Stworzenie nagle zamarło w powietrzu. Z wysiłkiem poruszając skrzydłami, nieznacznie poruszało się naprzód. Lufcik w górnym rogu okna odchylił się niezwykle wolno, niemal rozpadając się na odrębne, rozedrgane atomy. Wewnątrz niewidzialnej sfery musiał panować inny upływ czasu.
Wciąż wpatrywał się w niezwykłe zjawisko, kiedy podeszła do niego nieznajoma dziewczyna.
– Ognia da? – spytała.
Zdziwił go jej szorstki akcent i zadziorne słowa. Papieros, który trzymała po łobuzersku w zagiętej dłoni, był nietypowo spłaszczony. Przyjrzał się samej kobiecie. Na głowie nosiła wielki, czarny beret, zawadiacko przesunięty na bok głowy. Spod grubego płaszcza z futrzanym kołnierzem wyłaniały się masywne, umięśnione nogi. Pończochy zsunęły się  i zrolowały pod kolanami. Dziewczyna przyciskała do ciała wypchaną, skórzaną aktówkę. Jej twarz pokrywał mocny, przerysowany makijaż. Biały puder powlekał skórę jak aktorska charakteryzacja. Rzęsy pociągnięte czarnym, tłustym tuszem odbijały się na powiekach, zostawiając groteskowy ślad. Z kolei usta zostały zamalowane, zamieniając się w wąską, poziomą szczelinę. Jedynie na środku jaskrawoczerwoną szminką narysowano kształt przypominający niewielkie serduszko. Całość sprawiała dość upiorne wrażenie. W nozdrza uderzył go niezwykle intensywny zapach. Kwaśna woń jakiegoś podłego tytoniu, mdlący odór gotowanego mięsa i przetrawionego piwa, a ponadto specyficzny, słodkawy aromat, który zidentyfikował dopiero po dłuższej chwili. To była nafta! 
Jednak zanim Erwin zdążył zareagować, dziewczyna zadrżała, jak obraz falujący w ciepłym powietrzu i znikła, niczym zmieciona podmuchem wichury.
Odszedł kilka kroków i nagle szaleńcza decyzja eksplodowała w jego pijanym mózgu. On też nie pójdzie nigdzie dalej. Zostanie tutaj. Tutaj było jego miejsce.
Jakby w odpowiedzi, zimny wiatr chlusnął go na odlew w twarz. Oślepił go siny odblask na szybie. Rdzawe promienie słońca ślizgały się na ostrzach dachów, kołysały pomiędzy antenami satelitarnymi i latarniami, spływały na stosy pustych skrzynek, popękany asfalt, tory kolejowe, złom i brunatne cegły. Ogarnęło go dojmujące uczucie nieokreślonego braku. Poczuł wibrację swojego telefonu. Odczytał wiadomość od Klary Malik.

 „Labo zniszczone. Znowu. Straciłam próbki”.

Zachwiał się i ruszył przed siebie, intuicyjnie utrzymując właściwy kierunek. Przemierzał miasto rozkołysanymi krokami, które należałoby określić jako poślizg kontrolowany. Równie bezwładnie myśli prześlizgiwały się przez jego głowę. Po południu dotarł do kamienicy na Max Steinke Strasse. Nigdzie nie widział Schulza. Po schodach dowlókł się na górę. W ubraniu padł na materac. Czuł się ociężały jak kamienny posąg, a jednocześnie, ilekroć zamykał oczy, miał wrażenie, że rozpływa się niczym halucynacja.
Niejasno pamiętał wydarzenia z poprzedniej nocy, wiadomość od Klary i swoją decyzję. Wieczorem miał skontaktować się z Luisą z platformy wiertniczej. Niestety zapomniał, w jakim celu.


24-05-2034, wieczór
Co się stało? Skąd ten hałas? Wszedł czy wyszedł? Co się z nim stało? Nerwowa struga pytań przewaliła się przez rozgorączkowaną głowę. Otworzył oczy w ciemności. Mechaniczny skowyt przetoczył się za oknem. Erwin usiadł na łóżku. Zgrzytliwy dźwięk zawisł w ciemności niczym drżąca struna. Ten odgłos w ciemności. Okno w ścianie. Ulica w mieście. Co to wszystko miało znaczyć?
Białe, plastykowe widmo lewitowało ulicą poniżej, metalowy sześcian na czterech kołach. Anonimowa ciężarówka przecięła pusty plac. Hałas silnika wyrwał Erwina ze snu. Usiadł na kanapie w głównym pokoju, przez duże okno zobaczył fluorescencyjną poświatę, niebiesko-zieloną łunę falującą ponad dachami. Romb mlecznego światła wychylał się spod niedomkniętych drzwi łazienki. Okulary leżały na stoliku nocnym. One też wydzielały błękitne światło, dyskretnie wibrując.

* * *

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz