??-05-2034
Następny poranek minął płynnie, bez odkształceń czasoprzestrzeni. Wczesnym popołudniem Erwin usłyszał pukanie. W drzwiach stała Klara Malik. Zaskoczyła go. Nie przypuszczał, że tak szybko zareaguje na jego propozycję.
Spodziewał się lewitującego wózka z ciężkim sprzętem pomiarowym. Tymczasem Klara dzierżyła jedynie płaską, pomarańczową torbę kurierską. Również jej ubiór różnił się od tego, jaki zapamiętał. Zamiast białego kombinezonu nosiła oliwkowy płaszcz i kozaki. Nie wyróżniała się spośród innych kobiet. Absurdalnie barwna damska torebka uzupełniała strój, który musiał być jakimś rodzajem kamuflażu.
– To całe twoje wyposażenie? – spytał zdezorientowany.
– Zwykle zaczynamy od wizji lokalnej.
– Nie działasz sama?
– Tylko w zespole możemy osiągnąć wyniki.
Klara była zaskakująco chłodna i zdystansowana, wprost przeciwnie do dawnej wylewności.
– Pokażę ci dostępne pomieszczenie – powiedział tłumiąc rosnące wątpliwości.
Poprowadził ją korytarzem na tyły mieszkania.
– Oto przestrzeń do twojej dyspozycji – Erwin wskazał pusty pokój.
Widok pomieszczenia ze świetlikiem w suficie wyraźnie zaskoczył Klarę. Uniosła brwi i zacisnęła usta. Poprosiła o dwa krzesła. Usiadła na jednym, na drugim położyła swój bagaż.
– Przyniosłam detektor. Skalibruję sprzęt i przeprowadzę testy. Rezonans biomagnetyczny. Natężenie pola grawitacyjnego. Zmierzę poziom redundancji. Potem spróbujemy konfiguracji zakłóceń. To może chwilę potrwać.
Z kurierskiej torby wyjęła niewielki pakunek. Z foliowego opakowania wyłuskiwała kolejne elementy i pieczołowicie rozstawiała je na siedzisku krzesła.
Antena detektora składała się ze srebrnej kuli umieszczonej ponad szalką Petriego z kolonią bakterii. Obydwa elementy osadzone były w obręczach połączonych z koncentrycznymi pierścieniami. Podstawę stanowił odwrócony ścięty stożek z czarnego, matowego materiału, podobny do membrany głośnika. Węższy koniec zaopatrzony był w gniazda, do których badaczka podpięła kable prowadzące do urządzenia przypominającego wzmacniacz z ekranem LED.
Klara, obsesyjnie skupiona na swoich czynnościach, odizolowała się z otoczenia. Jej zwężone oczy rzucały chłodne błyski, a zza pukli włosów przezierały zacięte usta.
– Z kim współpracujesz? – Erwin usiłował przełamać milczenie.
Wręczyła mu tablet.
- Folder „Red Schift”.
Z początku zobaczył zdjęcia i filmy przedstawiające przedmieścia, zaułki, fabryczne zabudowania, dachy i podziemia. Na ich tle widniała ta sama grupa zamaskowanych osób, skupionych wokół osobliwych instalacji. Wśród nich przewijała się Klara z włosami upiętymi wokół bardziej wychudzonej twarzy, w drelichowych spodniach i swetrze zapinanym na guziki. Młodsza, z zaciśniętymi ustami i zawziętym spojrzeniem, wyglądała niczym chodząca bomba zegarowa.
Ludzie obarczeni dziwacznymi bagażami wspinali się na dachy budynków, przeciskali między brudnymi murami, gromadzili w opuszczonych fabrykach i magazynach, przedzierali przez zarośla wokół torów kolejowych i nad rzeką. Kamera rejestrowała rozstawianie osobliwych instalacji, przypominających anteny satelitarne z przedłużonymi odbiornikami, podłączanie mikrofonów rozwieszanych na metalicznych siatkach i skierowanych ku niebu. Na kolejnych zdjęciach aparatura porastała dziką roślinnością, anteny oplatał bluszcz, a w puszkach konwerterów wyrastały grzyby.
– Wszystko zaczęło się od zwykłych amatorskich prób – Klara zaczęła opowiadać wpatrując się w wykresy na wyświetlaczu. – Kilkoro pasjonatów postanowiło wspólnie kontemplować piękno kosmosu. Najpierw zbudowaliśmy najprostszy radioteleskop do obserwacji słońca. Miał służyć jedynie jako model i prototyp przyszłej aparatury. Oczywiście zbierał wszelkie zakłócenia z Ziemi i z kosmosu. Jednak zamiast zredukować, wzmocniliśmy je. Dryfowaliśmy przez bezkresne pola białego szumu, kontemplowaliśmy archaiczne fale promieniowania tła i mechaniczne odgłosy cywilizacji, elektromagnetyczne rozbłyski wszechświata. Zamiast poddawać odczyty transformacjom z dźwięków na obrazy, zaczęliśmy im się przysłuchiwać. I wtedy to się zaczęło. Spójrz tutaj.
Klara wskazała palcem fragment barwnej sinusoidy. Erwin skupił wzrok na tablecie, ale zobaczył jedynie abstrakcyjną, geometryczną grafikę utrzymaną w jaskrawej kolorystyce.
– Nie wiem, kto był pierwszy – Klara wzruszyła ramionami. – Kto rozpoznał regularność? Nie pamiętam. Po prostu w pewnym momencie zaczęliśmy w białym szumie rozpoznawać pewien jednolity, powtarzający się Wzór. Wiele fragmentarycznych odczytów nałożonych na siebie nabrało nieoczekiwanej ciągłości i głębi. Jakby rozwinął się całkiem nowy wymiar, Wzór odsłonił nieznaną głębię czasoprzestrzeni. I w ten sposób odkryliśmy Falę.
– Przypominam sobie – potwierdził. – Opowiadałaś mi o tym w swoim laboratorium.
– Tak, pamiętam. Nasza Fala nie ma jednej amplitudy – ciągnęła Klara. – Przechodzi przez różne wymiary i różne wersje alternatywnych rzeczywistości kwantowego multiwersum. Zresztą oficjalna nauka hipotetycznie potwierdza możliwość takiego zjawiska. Doświadczenie Einsteina-Podolskiego-Rosena dowiodło istnienia nielokalnych lub subtelnych połączeń między odległymi cząsteczkami.
Wróciła do krzesła i uklękła przed anteną.
- Falę można namierzyć jedynie z kilku miejsc naraz, wzmacniając odbicie błysków. Trzeba nastroić jeden odbiornik na określoną częstotliwość, przesłać sygnał do drugiego odbiornika, ten drugi nastroić na falę z pierwszego, z wolnym pasmem, skierować do trzeciego i tak dalej. Dopiero wtedy wychwytując różne sygnały i dostrajając się na otwarte pasmo, można wychwycić pewną określoną amplitudę.
Uruchomiła swój przenośny detektorem.
– Sprawdzę rezonans. Potencjał pola.
Srebrna kula zaczęła się obracać, a stożek zawibrował.
– Niezwykłe – mruknęła, wpatrując się w wyświetlacz detektora.
– Co się dzieje?
– Jest aktywność. Duża amplituda – stwierdziła enigmatycznie.
W tym momencie Erwin zobaczył to samo, co widział w laboratorium Klary.
– wąskie kręgi jaskrawej czerwieni powiększały się od środka, otoczone żółtymi smugami wśród pomarańczowych eksplozji, a z wnętrza kręgów wylewały się zielone płaszczyzny, ulatniające się w mgliste, błękitne opary –
Odniósł wrażenie, że unosi się ponad kamienicę. Rozrastał się, niczym kula czystej świadomości, ze zmysłami zwróconymi do środka. Całe uniwersum zawierało się wewnątrz niego. Zobaczył w sobie olbrzymie kule płynnego gazu, płonące kryształy, strumienie metali ciężkich, wiry galaktyk, rozbłyski gwiazd neutronowych,. Wkrótce doznania stały się abstrakcyjne, wibracje kolorów, oszałamiające spektrum promieniowania, nieskończenie wielkie masy i ulotne zdarzenia.
Kosmos był piękny, obojętny i niebezpieczny w swojej monumentalnej czystości reakcji chemicznych i oddziaływaniach pól energii. A życie biologiczne jawiło się jako momentalne zakłócenie ciągłości cyklów rozpadu i syntezy, unikatowa anomalia, niewielka i ograniczona w zasięgu. Procesy życiowe stanowiły raczej objaw degeneracji struktur i rozproszenia energii. Inteligencja i świadomość mogły być ostatecznym stadium aberracji, schyłkową formą biologicznego życia.
Jednocześnie w momencie zaburzenia procesów rozpadu i entropii przez chaos biologicznego życia, w pierwotnej materii pojawiło się zakłócenie. Fala promieniowania wzbudzonego harmonia rezonansów i dysonansów, biegła na wskroś czasoprzestrzeni. Utrzymujący się trwale stan chaosu, wzmagany przez biologiczne procesy. Zakłócenia nasilały się przy każdym skoku ewolucyjnym.
Erwin otworzył oczy.
Klara przyglądała mu się uważnie.
– Co się z tobą działo?
– Nie rozumiem.
– Cierpisz na epilepsję?
– Nic o tym nie wiem.
– Nigdy dotąd nie widziałem niczego takiego – potrząsnęła głową. – Nagle zesztywniałeś i zacząłeś obracać się w koło, a potem… uniosłeś się. Lewitowałeś! To wyglądało jak opętanie
Nie wiedział, do czego zmierzała. Przecież ledwie przymknął oczy.
– Najwyraźniej jesteś podatny na Falę. Dotąd taką reakcję widziałam tylko wśród roślin i zwierząt. Czyżbyś był obdarzony nieznanymi zdolnościami?
Wolał zmienić temat.
– Słuchaj, powiedz mi jedno. Czym tak naprawdę według ciebie jest ta Fala?
W końcu przyznała:
– W istocie nie wiem, czym jest. Nie wiem, czemu skupia się wokół żywych istot. Nie wiem wielu rzeczy. Wiem jedynie, że to zaburzenie narasta.
* * *

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz